Fryzury damskie
Fryzury męskie
Fryzury ślubne


Katalog fryzur
Modne fryzury
Modne uczesanie
Fryzury gwiazd


Artykuły


Avatary
Polskie Disco Polo
Tekstunie


Fontanny, Nawadnianie
Waterful - Fontanny Oczka Wodne
www.waterful.pl
Psychoterapia
Ośrodek Psychoterapia
zaprogiem.pl/
Luboń
Nieoficjalna strona miasta Luboń
www.e-lubon.pl
Prywatyzacja
Prywatyzacja
www.prywatyzacja.co…
Heroes
Serial Heroes
heroes.serialowo.ne…
Fire Show
Pokazy Ognia
www.firedancers.pl
Prace magisterskie
Prace magisterskie
www.korpex.edu.pl
lampy i oświetlenie
oświetlenie i lampy
www.lumina.sklep.pl
Gry
znajdziesz tutaj fajne gry!
gryonline.poszkole.…
Alfa Rugby Bydgoszcz
Rugby - cały nasz świat
www.alfabydgoszcz.r…
Lublin
Serwis Informacyjny
www.naszlublin.pl
domeny
domeny
domenomania.pl
klimatyzacja
klimatyzacja w warszawie
www.klimatyzacja-wa…
The Settlers
Artykuły, porady, solucje i inne.
www.settlers.sztab.…

Fryzjer. Dlaczego tak drogo?

W Warszawie w pewnych kręgach chodzić do zwykłego fryzjera to obciach. Należy czesać się wyłącznie u kogoś znanego. Takiego, który stylizuje do sesji mody w pismach kolorowych oraz/lub czesze Bardzo Znane Osoby. Albo takiego, z którym trzeba się umówić w prywatnym mieszkaniu pod zakonspirowanym adresem

Moja znajoma była dziewczyną o ślicznych blond włosach obcinanych przez fryzjerkę anonimkę. Aż nagle los wyniósł ją na wysokie stanowisko i jej fryzurą zajęli się Bardzo Znani Styliści. Od tej pory ma zawsze na głowie ostatnie osiągnięcie jednego z koncernów kosmetycznych, obecnie tricolor: żółte włosy w rude paski, wydziobane w strzępy. Wygląda trochę jak hostessa, trochę jak modelka fryzjerska; naturalne zalety jej urody przestały istnieć, a nowe nie powstały.

Zaczęłam się zastanawiać, czy z designerskimi fryzjerami nie jest podobnie jak z ciuchami - liczy się metka. Bo jak spojrzeć (zwłaszcza po dwóch myciach) na wynik czesania, to czy masz je od pani Krysi na rogu, czy od stylisty za 500 zł, zwykle nie widać różnicy.

Z fryzjerami mam w ogóle problem. Po pierwsze, onieśmiela mnie to, że moja głowa będzie obrabiana w publicznym miejscu. Po drugie, nie wiem, o czy mam z fryzjerką/rem konwersować. Opowiadanie, co jadłam na śniadanie, wydaje mi się zbyt intymne, rozmowa o preferencjach wyborczych odpada. Wspólnych znajomych nie mamy.

Po trzecie, nie mam wystarczającej dawki asertywności, żeby dać odpór proponowanym zabiegom oraz produktom dodatkowym. Sumując - przy każdej wizycie u fryzjera mam jedno marzenie: żeby to trwało jak najkrócej.

A na dodatek usługi fryzjerskie bardzo się ostatnio rozwinęły. Prosty zabieg strzyżenioczesania przypomina już seans kosmetyczno-spirytystyczny. Masaż, mikroprecyzyjna odbudowa włosa, intensywne nawilżanie, ujędrnianie. Osaczona na fotelu do mycia głowy nie potrafię odmówić masażu. Raz tylko zdobyłam się na odwagę i powiedziałam, że bardzo się spieszę. Masaż jest może i miły, ale pochylony nade mną w transie fryzjer płci męskiej wprawia mnie w rozdrażnienie i jakoś nie czuję ozdrowieńczej mocy zabiegu.

Fajnie myśli za klientkę, dobrze zrobi kolor, super czesze na imprezę - zareklamowała mi Bardzo Znanego Fryzjera koleżanka, której stopa u niedesignerskiego nigdy nie postała. - Ale 600 zł zostawisz - uprzedziła lojalnie.

Po ostrzeżeniu oraz ze względu na ograniczoną ilość włosów postanowiłam nie sprawdzać na własnej głowie, czym różni się fryzjer "design" od zwykłego. Poszłam tylko zobaczyć zakład i porozmawiać z właścicielami. Tak jak wchodzi się do eleganckich sklepów, nic nie kupując.

- Co jest w Panu, czego nie ma w innych? - pytam Macieja Wróblewskiego. Maciej, lat na oko 28, krótko ostrzyżony, designerskie dżinsy, T-shirt, niki, kolorowe tatuaże na rękach, jeden z fryzjerów, u których ostatnio "się bywa". Siedzimy w jego nowo otwartym zakładzie - lub, jak się dzisiaj mówi, studio - w centrum miasta. Wystrój w stylu przemysłowym: beton, aluminium, czarny kontuar, szary sufit, wielkie lustra w srebrnych ramach. Z ulicy nikt nie wchodzi, jeszcze nie ma szyldu. W recepcji średnio uprzejma blondynka, na fotelu dziewczyna z głową obłożoną aluminiowymi papierkami.

- Fryzjer to artysta, który musi patrzeć na klienta i go słuchać. Konwersacja jest u nas na najwyższym poziomie. Chcę być mentorem, doradcą. Patrzę na całą sylwetkę, stąd te wielkie lustra. Jestem znany z tego, jak cieniuję włosy. Moje włosy są lekkie. Uczyłem się we Włoszech u słynnej Ondiny Pozzatello, w Londynie u Tony & Guy. Teraz moje dziewczyny uczą się ode mnie. Chcę, by kontynuowały dzieło piękna kobiecego.

- Może przyjść tu normalna kobieta z ulicy?

- Każdy może przyjść. Tylko trzeba się umówić na trzy dni wcześniej.

Na czesanie nie zostanę, bo, po pierwsze, nie byłam umówiona trzy dni wcześniej, po drugie, nie wiem, czy długo wytrzymałabym przy disco, a to - jak twierdzi właściciel - "należy do pakietu". Strzyżenie i stylizacja u Macieja Wróblewskiego kosztuje 120-140 zł, w zależności od długości włosów, u asystentek 80-100 zł.

Jeżeli chodzi o zakład (atelier) Leszka Czajki na Powiślu, to jest kremowo-minimalistyczny. Muzyki brak. Z głową pokrytą farbą Joanna Brodzik, popijając kawę, omawia z koleżanką na fotelu obok wakacje w Kalabrii. Padają nazwiska ze środowiska filmowo-artystycznego.

Sympatyczny blondyn z Zakopanego Leszek Czajka to także fryzjerska elita miasta stołecznego (strzyżenie krótkie 100 zł, strzyżenie długie 150, modelowanie 80, balejaż od 375, pasemka 420). Fryzjer "Idola", "Tańca z gwiazdami", Eweliny Flinty, Reni Jussis, Urszuli. Szkolił się w Londynie i Nowym Jorku, jest członkiem francuskiej Association de Haute Coiffure.

- Czy to sprawka modnych fryzjerów, że wszystkie panie w telewizji mają wystrzępione blond pasemka? - pytam Leszka Czajkę, przeciągając niepewnie po swoich wyblakłych włosach, które dwa tygodnie temu miały (robiony w domu) świeży kolor nr 5.3 L'Oréal Excellence.

- Ja? Ja jestem największym wrogiem blondynek w Polsce. Przekonuję, żeby się nie tleniły. Marnują naturę. Ale telewizja kocha blondie.

- Zwykły człowiek nie boi się tu wejść, kiedy na fotelach siedzą gwiazdy?

- Gwiazdy nic nikomu nie robią.

Studio Thomasa Wolffa i Jagi Hupało, słynnej z firmowej krótko przyciętej grzywki oraz z tego, że czeszą się tu wszystkie Bardzo Znane Osoby, te, które nie czeszą się u Czajki i Wróblewskiego). Byłam w nim kilka razy, ostatnio dawno temu. Warszawscy znawcy od razu rozpoznawali, spod czyich nożyczek wyszła moja głowa. Ale celebracja załogi oraz unoszący się wokół nastrój newage'owy źle na mnie działały. Panuje tu atmosfera modnego wtajemniczenia, człowiek z zewnątrz czuje się dziwnie, chociaż obsługa jest uprzejma. A dla mnie fryzjer to fryzjer, przychodzę tu nie po doznania metafizyczne, ale aby się ostrzyc. Ceny parę lat temu najwyższe w Warszawie już spowszedniały, bo dobili do nich inni z czołówki. Strzyżenie z modelowaniem od 150 do 350 zł, farba 150-300, balejaż 400-450. Istotnie, 600 zł zostawia się tu bez problemu.

Zważywszy na to, że gwiazdorzy fryzjerstwa w Nowym Jorku biorą 800 dol., można uznać, że u nas jest tanio. Dlatego Polki z Ameryki na strzyżenie przyjeżdżają do Warszawy. Z drugiej strony w Lidzbarku Welskim na Mazurach czesanie i strzyżenie kosztuje 20 zł, a za podstrzyżenie, wprawdzie bez mycia, zapłaciłam złotych pięć. Ale rozumiem, że czesać Joannę Brodzik to duża odpowiedzialność. Tym większa, jeśli ten, co czesze, także jest gwiazdą. Wiem, że to musi kosztować. Inne klientki też zapłacą.

źródło: Wysokie Obcasy - gazeta
spis artykulow

 

(c) 2007 modnefryzury.net - Wszystkie prawa zastrzeżone. opieka: Iwonka
Wszystkie zdjęcia należą do ich autorów. Nie jesteśmy w stanie sprawdzić pochodzenia każdej fotki, jeśli jesteś autorem napisz do nas, a na pewno się dogadamy...  [gg]